kobietafatalna

2

dodane: 2008-02-25 14:41:00 ostatnia zmiana: 2008-02-25 14:41:00
Ja miałam 12 a on 13 lat. Oboje wylądowaliśmy na wakacjach w dziurze zabitej dechami gdzie nie znaliśmy nikogo. Ja w domu postawionym przez moich rodziców a on pod namiotem u ciotki na sąsiedniej posesji. Każdego dnia leżeliśmy na swoich ogródkach i patrzyliśmy na siebie. Nic więcej. 2 tygodnie, po kilka godzin dziennie. Nocami świecił latarką w moje okna, rankiem czekał aż otworzę okiennicę i wyjrzę na ogród. Potem wyjechał. Kilka godzin po jego odjeździe jego ciotka przyniosła mi list który zostawił dla mnie. Potem korespondowaliśmy przez jakiś czas, jednak kontakt się szybko urwał. Kilka miesięcy temu okazało się, że jest na tym samym kierunku co ja.

Właściwie nie przypominam sobie w moim życiu sytuacji kiedy nie byłoby `kogoś` przy mnie. Nawet gdy chowałam się w czterech ścianach przed całym światem nie potrafiłam się ukryć przed SMS-ami i telefonami. Swojego czasu skutecznie nie przyjmowałam żadnych zaproszeń a weekendowe wieczory spędzałam w domu.
Cisza, ja i czas. Coś pięknego, ale na pewno nie na dłuższą metę.

I znów pojawili się Oni.

Chciałam być koleżanką. Dobrą kumpelą, której można się poradzić, pogadać, powygłupiać. Nic więcej. I próbowałam - mimo że wcześniej brat tłumaczył mi że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między facetem a kobietą.

W moim życiu był Ktoś z kim widywałam się raz na jakiś czas, to jakiś spacer, to wypad do kina, to wspólne zakupy. Myślałam, że w końcu spotkałam faceta który po prostu mnie lubi ale nic więcej. Do czasu kiedy wyznał, że tak nie jest i że chciałby coś więcej od buziaka w policzek na przywitanie. Więcej się nie spotkaliśmy.

Kiedyś na imprezie spotkałam kumpla z dawnych lat. Pożerał mnie wzrokiem choć wtedy po kilki drinkach wcale mi to nie przeszkadzało. Z biegiem czasu widziałam jak popada w obsesję na moim punkcie i to w najmniej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Wycofałam się ale nie dawał za wygraną. Potrafił zadzwonić do mnie 60 razy jednego dnia. Nie odbierałam. Nie odpisywałam. Chciałam zniknąć. Pewnego dnia wiadomość od koleżanki "Zgadnij kto był u mnie w pracy? Mam coś dla Ciebie" - wielki bukiet kwiatów i liścik z wyznaniem miłości "Kocham i nigdy nie zapomnę".
Następnego dnia wyjechałam z miasta, a kwiaty zwiędły w wazonie tak jak wspomnienie tej znajomości.


komentarze 

1

dodane: 2008-02-24 20:19:36 ostatnia zmiana: 2008-02-24 20:26:17
To nie jest dar, to przekleństwo przynoszące zgubę.
Zgubę wszystkim facetom napotykających mnie na swojej drodzę.

Zaczęło się bardzo dawno i bardzo niewinnie. Zawsze miałam więcej kolegów niż koleżanek. W tajemnicy wyznawali mi miłość i oświadczali się w krzakach podczas zabawy w chowanego. Jeden nawet przysiągł mi, że jak tylko dorośniemy to ożeni się ze mną. Teraz jest już szczęśliwym ojcem i mężem - nie moim.

Mając naście lat byłam już w pewni świadoma mocy którą posiadam. Nie wiedziałam jednak że korzystanie z niej będzie takie tragiczne w skutkach. Faceci nagle pojawiali się w moim życiu i równie szybko znikali jak tylko uwagę przyciągnął ktoś inny. Bez większego problemu owijałam sobie wszystkich wokół palca, czasem nawet całkowicie nieświadomie. Jedno słowo, uśmiech, spojrzenie wystarczyły żebym dostawała co chciałam. Niestety, nawet jeśli któryś wyrażał chęć nauczenia się dla mnie chodzenia na rękach na dłuższą metę wydawał się być nudny i nijaki. Tym sposobem nikt nie zagościł w moim życiu dłużej niż miesiąc.

Idąc do Liceum czułam, że potrzebuję stabilizacji. Kogoś kto będzie na mnie czekał zawsze, niezależnie od sytuacji... a zarazem ktoś na kogo ja będę czekać, o kim będę myśleć i za kim będę tęsknić. Ta wewnętrzna potrzeba niestety też niczego nie zmieniła w moim życiu.
Znów było tak samo.

Potem pojawił się ON i wspólne 2 lata. Nie zawsze byłam fair wobec niego. Ciągle pojawiali się nowi faceci ale wszyscy przy Nim wydawali się nijacy.
TEGO nie da się uciszyć, pozbyć.. TO siedzi w nas. Z TYM musimy żyć.
Po 2 latach zrozumiałam, że Go nie kocham. Rozstaliśmy się. Skupiłam się na nauce. Matura zbliżała się wielkimi krokami a wraz z nią mój życiowy cel - Medycyna.

Po maturze najdłuższe wakacje w życiu. Kolejna ofiara. Chociaż właściwie to  nie On był ofiarą tego związku tylko Ja. Dałam złapać się w sidła męskiej wersji `fatale`. Długo nie mogłam się pozbierać. Było to całkowicie nowe doświadczenie i wiem, że drugi raz nie chciałabym tego przeżywać. Od tego czasu byłam już ostrożna. Znów zimna i obojętna. Znów się bawiłam, korzystałam z życia na wszystkie możliwe sposoby.

Wakacje się skończyły rozpoczęły się wymarzone studia które okazały się koszmarem. Walka z własnymi słabościami okazała się nie lada wyzwaniem. Udało się. Odzyskałam wiarę we własne siły i znów się zaczęło. Co raz to nowsi koledzy na uczelni, wszyscy bardzo życzliwi, materiały z pierwszej ręki - czego chcieć więcej?

A może najwyższa pora nauczyć się kochać i zostać pokochaną.
komentarze 
 
1

Blogi
x